
Zmobilizowanie się do regularnego sportu bywa trudne...Ba! Czasem chęci starcza co najwyżej na przejrzenie tytułów sportowych czasopism albo popatrzenie na siłownię z ulicy. Jeśli jednak już wstaliśmy te pół godziny wcześniej i mamy dres na sobie to zróbmy coś pozytywnego:)
Ale załóżmy, że z naszą motywacją jest trochę lepiej i rzeczywiście: chcemy się zacząć ruszać, zrzucić zbędne boczki albo brzuszek. Co robimy? Działamy:)
Skoro padło postanowienie: zaczynamy ćwiczyć, to warto je pielęgnować.
Zacznę od biegania, bo to najprostsza (choć wcale nie najłatwiejsza!) droga do wyrobienia formy.
Pamiętam jak padło moje pierwsze postanowienie: zaczynam biegać. By lepiej się zmotywować do działania i wyrobić w sobie regularność zastosowałam na siebie małe "haczyki" .
Poszłam do sklepu i kupiłam odpowiednie buty dla moich stóp (buty mogą być dostosowane do supinacji, pronacji lub neutralne - o tym w innym poście, obiecuję!). Polecam wyprzedaże, końcówki serii i outlety - wtedy można kupić naprawdę porządne buty w niskiej cenie. Ten zabieg sprawił, że nie miałam już wymówek w postaci: "ale mam niewygodne buty", "bo na starość będą mnie boleć stawy" albo "ale ja się w tym nie pokażę!".
Potem odwiedziłam sklep z odzieżą dla sportowców i wybrałam sobie kilka kompletów bielizny, kolorowych i kobiecych koszulek i spodni, bym zawsze miała czysty strój pod ręką. Dzięki temu zapewniłam sobie poczucie komfortu i odpowiedni poziom seksapilu, nawet ze zroszonym potem czołem:)
Dodałam jeszcze małą butelkę wody/izotonika i w drogę!
Tak się składa, że w Krakowie, gdzie mieszkam znajdzie się sporo miejsc do porannego/wieczornego joggingu. Generalnie nie polecam biegać przy ruchliwych arteriach, bo ani się nie dotlenimy, ani żadna z tego przyjemność (i muzyki w ogóle nie słychać).
Te kilka rzeczy sprawiło, że rozszerzyłam swoje zamiłowanie do sportu na kilka innych sposobów. A satysfakcja po przebiegnięciu dystansu i to słodkie zmęczenie nie daje się porównać z niczym.